„O ile na temat kopyt każdy przeciętny właściciel konia coś tam wie, o tyle zęby to taki temat widmo, bo w sumie końskie zęby wydają się być jak widmo, skoro na co dzień praktycznie ich nie widać. 😁
Wybierając się na szkolenie, traktowałam je bardziej jako ciekawostkę i okazję do poszerzenia wiedzy teoretycznej – no bo przecież i tak najwięcej zależy od lekarza weterynarii opiekującego się zębami naszego konia, sama ich robić nie będę.
Tymczasem informacje, które Monika przekazała na szkoleniu, ułożone w bardzo przejrzysty i logiczny sposób, okazały się być fundamentalną wiedzą, która pozwala poukładać na swoich miejscach wiele elementów końskiej układanki. Jest to wiedza, którą moim zdaniem powinien posiadać każdy, kto ma z końmi do czynienia – nie tylko lekarze weterynarii, ale i jeźdźcy, trenerzy, fizjoterapeuci, behawioryści czy hodowcy. Ta wiedza pozwala po prostu na lepsze zrozumienie koni.
Podanie specjalistycznej wiedzy w tak zrozumiały i przystępny sposób jest sztuką.
Dzięki temu kompletny zębowy laik może raz po raz doświadczać momentów „AHA!” i uzupełniać luki w wiedzy, o których istnieniu nawet nie miał pojęcia. Są takie rzeczy, których – jak się już dowie – nie da się „oddowiedzieć”. A czasem coś, co się niby wie, ale powiedziane w inny sposób, „od innej strony”, potrafi otworzyć w głowie nowe drzwi i przenieść nasze rozumienie problemu na inny poziom. Tak jest z kopytami i, jak się okazuje, z zębami również.
Polecam to szkolenie absolutnie wszystkim ludziom pracującym z końmi, bo po nim nawet „głupie” zakładanie ogłowia nabiera innego wymiaru.”
— Ula Krzanowska, The Hoof Architect
„Czy wydawało mi się, że posiadam odpowiedni zakres wiedzy na temat końskich zębów? – raczej tak.
Czy uważałam, że potrzebuję szkolenia z końskiej stomatologii? – niekoniecznie.
Czy uważałam, że moje konie mają dobrą opiekę stomatologiczną? – no ba!
Los sprawił, że znalazłam się jednak na szkoleniu prowadzonym przez Monikę Olejniczak. Czy to szkolenie było dobre? – nie.
Było zaj***e. 🙂 Dlaczego?
W zrozumiały sposób wytłumaczone zostały logiczne zależności w końskiej paszczy, które rzucają zupełnie inne światło na to, co się tam dzieje, kiedy i dlaczego. W końcu rozwiązałam swój odwieczny problem: czy siano z siatki, czy z ziemi – ba, nawet żłoby zamieniłam na gumowe miski.
Zrozumiałam, jak łatwo jest pomylić problem stomatologiczny z innym i jak można tym wyrządzić koniowi wielką krzywdę.
Dotarło do mnie, że zęby to nie tylko haki i jak ważna jest kontrola zgryzu oraz jego korekcja. Zrozumiałam, dlaczego można tarnikować maksymalnie tylko 3 mm zęba.
Dowiedziałam się, że spadek formy u młodego konia może być spowodowany ząbkowaniem. Odkryłam tajniki stawu skroniowo-żuchwowego i aparatu gnykowego.
Zrozumiałam, jak problem stomatologiczny może przełożyć się na kulawiznę.
Zalety szkolenia i ciekawostki można by było wymieniać długo – kto by się spodziewał, że stomatologia to aż tak mega ciekawa tematyka! A wisienką na torcie jest jeszcze możliwość dowiedzenia się, jak powinno być dobrane ogłowie i wędzidło do końskiego pyska – ja musiałam przeprosić jednego swojego konia za ogłowie; przeprosiny zostały przyjęte z wdzięcznością i odwzajemnione piękną pracą.
Więc jeśli myślicie, że nie potrzebujecie szkolenia ze stomatologii, bo przecież co 6 miesięcy ktoś tarnikuje haki w paszczy Waszych koni – to jesteście w głębokim błędzie i w jeszcze głębszym deficycie wiedzy. Naprawdę warto otworzyć umysł na stomatologiczne meandry, które po szkoleniu z Moniką stają się proste i oczywiste jak drut. Wasze konie będą Wam za to dozgonnie wdzięczne.”
— Magdalena, fizjoterapeutka koni